Jest tak gorąco, że mi się wszystkiego odechciewa. Czuję się jak kawał szkła na kółkach (wielka, niezborna, sztywna i ciężka), który próbuje robić ollie, ale tak naprawdę to się boi, że zaraz spadnie i rozbije się w drobny mak.
I coś tu chyba jest faktycznie na rzeczy, skoro o 19-tej w skateparku nie ma (jeszcze?) nikogo - nawet psa z kulawą hulajnogą. Po dwudziestu kilku minutach walki z samą sobą ogłaszam kapitulację i wracam do domu. Z tak zapraszająco pustego skateparku. Ja!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz