Dziś poczułam zew, żeby ponownie przetestować skok przez kij od szczotki. Najpierw szło nieźle (czytaj: przynajmniej nie rozrzucałam nóg w trakcie lotu), następnie udało mi się przeskoczyć przez rzeczoną szczotkę kilka razy (bez większego problemu!), potem zaczęłam mieć problemy z utrzymaniem obu nóg na desce po wylądowaniu, a na koniec… coś się zesrało i już nie odesrało aż do końca wieczoru. Słowem, zapadka się zamknęła i tej pani nie obsługujemy. Na otarcie łez ćwiczę shovity, tutaj w końcu zaczyna mi to coraz cześciej wychodzić w pełni prosto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz