Ollie wychodzą mi coraz lepiej, a to oznacza jedno: pora w końcu zacząć pracę nad prawdziwymi skokami!
Próbowałam robić ollie przez kratkę, ale kratka ma jedną podstawową wadę, a właściwie dwie: ja nie widzę, czy ją przeskoczyłam, ona natomiast jest zupełnie płaska, a jak wiadomo, bez wysokości nie ma przyjemności (ani też obsrania i wyzwania). Czas zatem na szczotkę do usuwania wody!
Kij od rzeczonej szczotki ma kilka centymetrów średnicy i jest na tyle długi, że nie sposób w niego nie trafić. Niby nic i fajnie, bo moje ollie niekiedy sięgają podobno nawet i 20-30 centymetrów, tym niemniej próby przeskoczenia przez przeszkodę przełączają mi zapadkę w mózgu na “danger, danger” i chuj - nic nie idzie jak powinno.
Problemów jest kilka, pojawiają się w różnych kombinacjach:
1. za późno się wybijam i wjeżdżam w szczotkę
2. wybijam się za wcześnie, więc choć skok jest, to przeskoku nie ma
3. jadę za wolno, a podobno przez to właśnie nie udaje mi się poszybować nad szczotką również tylnymi kółkami
4. jadę za szybko, przez co boję się wylądować i w trakcie ollie po prostu zeskakuję z deski (przy okazji nią flipując)
5. bonusowo - całość wygląda dużo gorzej niż kiedy po prostu próbuję ollie w jeździe, bo wszystko dzieje się szybko i nieskładnie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz