sobota, 23 września 2017

Dzień 119: backside 180 podrygi pierwsze


Człowiek nie jest taki, żeby nie spróbować czegoś nowego, więc tym razem BS 180 i klasycznie gwałt na mózgu. Jak się obrócić i nie wywrócić? Dlaczego przednia noga tak bardzo się cofa po dragu? Czy ja w ogóle się odrywam od ziemi? Na te i inne pytanie zamierzam znaleźć odpowiedź już niebawem, a tymczasem do kajecika wpisuję przekręcenie się o 90 stopni - jako nowy unlockowany achievement.

czwartek, 21 września 2017

Dzień 117: FS 180 + Half Cab + ollie przez szczotkę

W ostatnich dniach skupiałam się na kickflipie i heelflipie, przeplatając to próbami frontside ollie w obu wariantach oraz trenując moją psychikę na skokach przez szczotkę. 

Efekt jest taki, że choć do obu flipów jeszcze sporo mi brakuje, niepostrzeżenie zaczęłam się komfortowo czuć podczas frontside ollie - do tego stopnia zresztą, że niekiedy udaje mi się przekręcić prawie w całości, a czasem nawet i odjechać (bo tutaj niestety najczęściej kończy się tak, że po prostu się zatrzymuję, zanim zdążę na dobre ruszyć).

Ale. Ale. Ale. I tak za największe zwycięstwo ostatnich dni uznaję przełamanie się w kwestii przeskakiwania przez szczotkę. I to nawet wtedy, kiedy podnieśliśmy ją na wysokość butelki! Oczywiście droga do tego była usłana cofanymi tylnymi stopami oraz innymi pokracznymi manewrami, ale coś we mnie zwyciężyło i jestem o 15 centymetrów odważniejsza.


PS Umiem też już zrobić ollie na banku w wersji normalnej i fakie. Jaram się i jaram się, bo czemuż by nie.

piątek, 15 września 2017

Dzień 113: "przełom" (jak to ujął Konrad)

Zaczęło się od niemrawych shove itów na Wrocławskiej (na marginesie: póki co nawierzchnia robi irytująco dużą różnicę) oraz próbie wskoczenia z miejsca na minirampę, a skończyło na... katowaniu heelflipa i kickflipa!

To w sumie zabawne, że od zupełnie nieklejącego się ollie przeszłam do zaskakująco dobrze wychodzącego jak na brak doświadczenia prawie-heelflipa. Piszę “prawie”, bo wiele razy udało mi się wylądować na grafice deski, a w kilku przypadkach obrót pewnie nawet doszedłby do końca, niestety za wcześnie spadałam, blokując przekręt deski i tyle z tego. W każdym razie wygląda na to, że prędzej nauczę się kręcić pod sobą deskę i na niej lądować niż wskakiwać na przeszkodę o wysokości 20 centymetrów. Trochę smutno, ale i tak się jaram!

W sprawie kickflipa też postęp, a zarazem cel na następny raz, czyli: wylądować na grafice. Na koniec sesji lało się ze mnie jak po dobrym cardio i to pomimo niskiej temperatury. Lubię!

Dzień 112: deskorolka jest trudna i żmudna


Od kilku dni uprawiam ten sam rytuał, czyli przychodzę na skatepark, zaczynam od prób manuala, potem zaczyna się żmudne młócenie ollie, kiedy już jestem niemal zarżnięta, przestawiam się na szybką porcję shovitów, następnie wjeżdżają próby pop shove it (w miejscu oraz w ruchu), a na koniec - frontside 180. Nie dzieje się nic spektakularnego, ale progres jakby powoli się zakrada.

Z miłych rzeczy do odnotowania: wreszcie po raz pierwszy udał mi się shove it oraz fakie shove it w pierwszej próbie, a fakie frontside shove it - w drugiej! Jestem też chyba całkiem blisko sfinalizowania pop shove it w ruchu. 

niedziela, 10 września 2017

Dzień 108: frontside 180


Zmień kolejność w “108”, a otrzymasz “180”. A konkretnie - frontside 180. 

W ostatnim czasie zupełnie zarzuciłam próby wykonania ollie o 180 stopni na rzecz cyzelowania techniki ollie w wersji “po prostu”. Tym większa zatem moja radość, kiedy dzisiejsze próby frontside 180 w miejscu przyniosły całkiem obiecujące rezultaty. Sporo razy lądowałam gdzieś pomiędzy 90 a 120 stopniami, a w ruchu udało mi się nawet przekręcić równo o 180 stopni i wylądować. Oczywiście zaraz potem spadłam i nabiłam sobie siniak na kolanie, ale to detale.

Podobno sekret leży w dociągnięciu przedniej nogi aż po sam czubek nose’a deski: stopa ma dolecieć do końca, a potem odbić się i wrócić. Podobnie zresztą powinno wyglądać zwyczajne ollie. Zastanawiam się, ile jeszcze takich istotnych detali dane mi będzie poznać na drodze do mistrzostwa. Za każdym razem czuję się tak, jakbym odkrywała sekret wygranej w totolotka i teraz wszystko będzie już inaczej, po czym przychodzi nowy przewrót. I kolejny. I jeszcze raz (a u mnie nadal bieda).

PS Zdecydowanie przystępniejszy na start wydaje się half cab (fakie frontside 180). Bo choć tutaj mam problem z dobrym wybiciem się, lądowanie jak najbardziej leży w zasięgu moich stóp (i nie rąk, bo wcale nie zamierzam się przewracać).

wtorek, 5 września 2017

Dzień 105: pop shove it


Radość to mała dziewczynka, która postanowiła, że dziś nauczy się pop shovita i się jej to udało! Póki co oczywiście mowa o wersji w miejscu i tylko jednej udanej próbie (tuż przed zgaśnięciem świateł na Potockiej), ale umniejszać nie będę. 

poniedziałek, 4 września 2017

Dzień 104: ollie, ollie, ollie...

Co mnie najbardziej kręci w deskorolce? Skoki i grinding. Co jest podstawą tych tricków? Ollie. Co zatem powinnam ćwiczyć w pierwszej kolejności? Proste!

W pewnym momencie złapałam się na tym, że przestaję umieć zrobić porządne (jak na moje umiejętności) ollie, a w dodatku zawsze mam jakąś wymówkę na niećwiczenie go. W rezultacie serwuję niestylową srakę, gdzie może i tylne kółka się podnoszą, ok, ale nie ma draga, nie ma wysokości, a do tego deska nie przykleja się do stóp. W ramach szukania remedium postanowiłam wrócić na chwilę do ćwiczeń w miejscu, a kiedy zabrałam się ponownie za ollie w ruchu, od razu poprawiłam timing, skupiłam się na dragu, zaczęłam wyżej podnosić nogi i teraz z dnia na dzień widać coraz bardziej przypominające prawdziwe ollie efekty.


Tak, nie ma lepszego uczucia niż szybująca wysoko pod nogami deska. Podejrzewam, że przebije to dopiero kickflip.