poniedziałek, 4 września 2017

Dzień 104: ollie, ollie, ollie...

Co mnie najbardziej kręci w deskorolce? Skoki i grinding. Co jest podstawą tych tricków? Ollie. Co zatem powinnam ćwiczyć w pierwszej kolejności? Proste!

W pewnym momencie złapałam się na tym, że przestaję umieć zrobić porządne (jak na moje umiejętności) ollie, a w dodatku zawsze mam jakąś wymówkę na niećwiczenie go. W rezultacie serwuję niestylową srakę, gdzie może i tylne kółka się podnoszą, ok, ale nie ma draga, nie ma wysokości, a do tego deska nie przykleja się do stóp. W ramach szukania remedium postanowiłam wrócić na chwilę do ćwiczeń w miejscu, a kiedy zabrałam się ponownie za ollie w ruchu, od razu poprawiłam timing, skupiłam się na dragu, zaczęłam wyżej podnosić nogi i teraz z dnia na dzień widać coraz bardziej przypominające prawdziwe ollie efekty.


Tak, nie ma lepszego uczucia niż szybująca wysoko pod nogami deska. Podejrzewam, że przebije to dopiero kickflip.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz