niedziela, 10 września 2017

Dzień 108: frontside 180


Zmień kolejność w “108”, a otrzymasz “180”. A konkretnie - frontside 180. 

W ostatnim czasie zupełnie zarzuciłam próby wykonania ollie o 180 stopni na rzecz cyzelowania techniki ollie w wersji “po prostu”. Tym większa zatem moja radość, kiedy dzisiejsze próby frontside 180 w miejscu przyniosły całkiem obiecujące rezultaty. Sporo razy lądowałam gdzieś pomiędzy 90 a 120 stopniami, a w ruchu udało mi się nawet przekręcić równo o 180 stopni i wylądować. Oczywiście zaraz potem spadłam i nabiłam sobie siniak na kolanie, ale to detale.

Podobno sekret leży w dociągnięciu przedniej nogi aż po sam czubek nose’a deski: stopa ma dolecieć do końca, a potem odbić się i wrócić. Podobnie zresztą powinno wyglądać zwyczajne ollie. Zastanawiam się, ile jeszcze takich istotnych detali dane mi będzie poznać na drodze do mistrzostwa. Za każdym razem czuję się tak, jakbym odkrywała sekret wygranej w totolotka i teraz wszystko będzie już inaczej, po czym przychodzi nowy przewrót. I kolejny. I jeszcze raz (a u mnie nadal bieda).

PS Zdecydowanie przystępniejszy na start wydaje się half cab (fakie frontside 180). Bo choć tutaj mam problem z dobrym wybiciem się, lądowanie jak najbardziej leży w zasięgu moich stóp (i nie rąk, bo wcale nie zamierzam się przewracać).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz