Problem: wylądowałam pod Krakowem na weselu, jeździć zupełnie nie ma jak i gdzie.
Rozwiązanie: urwałam się z wesela wcześniej i przez godzinę trenowałam wybijanie tylnej nogi do ollie w garażu ojca (póki co jeszcze się podpierając). Ogłaszam mały przełom! Teraz jeszcze tylko podskoczyć wyżej, ogarnąć drag i zrobić to wszystko bez podparcia. Easy?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz