Przerwa z tytułu skręcenia wyniosła dwa dni, więc w zasadzie można to od biedy uznać za nieco dłuższy rest. I choć pierwszy dzień po przerwie zaczął się lękliwie (żeby nie powiedzieć - traumatycznie), szybko wróciłam do tej samej formy psychofizycznej, odważając się nawet na drop.
Ostatnią pozostałością wypadku jest już tylko pewna niechęć i nieufność do startu z rozbiegu, ale powoli to rozpracowuję, uparcie rozpoczynając każdą sesję od hippie jumpów oraz body varial, które w założeniu mają mnie oswoić z konceptem wskakiwania/zeskakiwania/przeskakiwania/wyskakiwania i ogólnie - dokonywania manewrów pod stopami w trakcie jazdy.
Odnotowuję postępy w następujących sferach:
- wykrętki (wychodzą w zasadzie już prawie zawsze, teraz doszlifowania wymaga wykrętka na minirampie)
- fakie shove it (coraz mniej czasu potrzeba mi na to, żeby wylądować)
- ollie w miejscu (wyżej!)
- ollie w ruchu (zaczyna się tam rysować wreszcie jakiś drag i uniesienie tylnych kółek)
- drop (przestaję się czaić godzinę przed, nie mam już też koszmarnych wizji upadku, po prostu zjeżdżam i elo)
Nowości:
- pierwsze nieśmiałe próby FS kickturn! W tym temacie mam tylko dwa słowa: wieje grobem (sic!)
- BS 50-50 na banku z copingiem, jeszcze w wersji z podjazdem z boku, a nie na wprost, ale ścieżka oraz trucki są już oficjalnie przetarte
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz