czwartek, 27 lipca 2017

Dzień 68: wizyta w skateparku na Wrocławskiej

W ramach poszerzania horyzontów zawitałam dziś z Konradem w skateparku na Wrocławskiej. Ma małą powierzchnię, ale za to quarter o wysokości 5 stóp, minirampę prawie tak wysoką jak quarter na Potockiej, ciekawie wyprofilowany bank, trochę inny funbox oraz nawierzchnię przeszkód gładką jak rozsmarowana na naleśniku Nutella. Zasadniczo najpierw byłam obsrana, bo stromo, bo szybko, bo wysoko, wiadomka, ale ostatecznie odważyłam się zrobić drop oraz przeprowadzić wykrętkę na wyższej niż zwykle wysokości (oraz w lepszym stylu!). Słowem radość i duma. 

Co prawda rzeczone wykrętki nadal wychodzą mi koślawo - i to dosłownie: wjeżdżam jedną stroną, a zjeżdżam dobry metr dalej - ale dzisiaj chyba w końcu bardziej poczułam, o co w nich w ogóle chodzi. A chodzi o to, żeby w chwili przekręcania zatrzymać się na chwilę na tylnich kółkach (uczucie jakby się unosiło w powietrzu), a potem na pewniaka opaść na te przednie. Cała trudność polega zatem na odpowiednim odchylaniu się, właściwie wyważonym w czasie i przestrzeni nachyleniu do przodu oraz wierze, że całość nie poskutkuje lądowaniem na biodrze.

PS Wieczorem katowałam dla uzupełnia ollie. Teraz wygląda to mniej więcej tak:


No, bardziej nie wygląda nie wygląda...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz