środa, 12 lipca 2017

Dzień 54: fuck you, shove it!

Jeśli wyprawę do skateparku rozpoczynasz od przeorania pozbawionymi ochraniaczy kolanami po betonie (pierdolone gałązki!), to wiedz, że reszta sesji też będzie najprawdopodobniej chujowa. 
Dotarłam na miejsce i zamiast myśleć o tym, że zrobię dropa pomimo strachu i zawstydzenia, niemrawo walczyłam z fakie shuvitami - przegrywając zresztą sromotnie, czyli do zera. Jak to, kurwa, jest, że za każdym razem muszę się uczyć tego tricku zupełnie od nowa, jakby moje ciało w ogóle nie pamiętało, co i jak się tam robi?! 

Na otarcie łez spróbowałam kilka razy wykrętek, na szczęście skuteczność była 100%. Manual (dawno już nietestowany) też jakby lekko poszedł do przodu, ale tutaj akurat istnieje poważne ryzyko życzeniowego projektowania rzeczywistości (sic!). No i tak to.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz