Po raz pierwszy w życiu zostałam (nie)grzecznie poproszona o zaprzestanie czynienia hałasów na osiedlowym chodniku w imię tego, że jazda na deskorolce to “miła zabawa”, ale sąsiad “musi się wyspać”. W pierwszym odruchu miałam oczywiście silną i infantylną ochotę się zbuntować, ale wyszło na to, że po prostu przeniosłam swoje jestestwo (oraz domniemane hałasy) w inne miejsce. Bo taka jestem wychowana i przystosowana. A ponieważ w każdej chwili mógł mi wyskoczyć z argumentem spania/telewizji oglądania/modlitwy wieczornej ktoś inny, popróbowałam jeszcze przez kilkanaście minut ollie oraz start z rozbiegu (z którym wciąż mam problemy), a potem poszłam potulnie do domu.
Podsumowując, plan na dzisiejsze nauki był taki, żeby podnosić tylną nogę - już bez podpórki - i to się na szczęście jako tako udało. Kolejnym etapem jest ćwiczenie wyższego podbicia oraz drag. Zamieszczam tutaj nagranie dzisiejszej reprezentatywnej próby w wersji bardzo slow motion - tak żeby w ogóle można było zarejestrować moment podniesienia tylnich kółek. Jednocześnie uznaję to za punkt wyjścia do dokumentowania progresu. Cóż, przynajmniej niżej już nie będzie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz