Po obejrzeniu filmiku na temat pokonywania strachu zdecydowałam się na zrobienie dropa z quartera bez progresji (przez “progresję” rozumiem tutaj trzymanie za rękę, a potem asekurację na dole). Z konceptem zjazdu bez wsparcia na rozruch próbowałam się oswoić już od tygodni - z mizernym skutkiem. Cóż, mizernie czy nie, Konrad wyjeżdża jutro na wakacje, a ja przecież nie zostanę na prawie dwa tygodnie sama bez poczucia, że mogę przyjść do skateparku i po prostu z tego cholernego quartera zjechać, więc albo teraz, albo nigdy!
Stanęłam na górze, ustawiłam deskę, zamarłam. Cofnęłam deskę, usiadłam, w głowie tysiąc myśli, a na dole Konrad woła, że w takim razie pierwszy zjazd za rękę, bo magiczny moment minął i teraz będzie tylko gorzej. Żadnej, kurwa, ręki! Bez dalszego pierdolenia przechylam się, próbując samą siebie przekonać, że przecież potrafię zrobić ten drop, a w razie upadku nie stanie się nic strasznego, i już sunę w dół.
Podczas pierwszej próby zjechałam dosyć niepewnie. Ale już każda kolejna powtórka była jakby ciut łatwiejsza. Nadal oczywiście robi mi się nieswojo, kiedy stoję tam na górze i zaczynam przenosić ciężar na przednią nogę, żeby następnie poczuć ów straszno-cudowny moment spadania, tym niemniej jest to taka swoista nieswojość oswojona. Na filmiku jedna z prób: niestety wykrętka udała się tylko dwa razy i żaden z nich nie został akurat uwieczniony, ale przynajmniej bank jest już ostatecznie odczarowany.
Pozostałe rzeczy odnotowania godne:
- spróbowałam zrobić rock to fakie od razu bez wsparcia (i w ogóle - bez wsparcia po raz pierwszy): manewr zakończył się koszmarnie bolesnym obiciem prawego biodra, zaprzestaniem dalszych działań na minirampie oraz niesmakiem ogólnym, ale - odważyłam się!
- body varial na piramidzie, czad! Ba, tutaj pokusiłam się nawet o symulację ewentualnego upadku (dla kurażu) i to naprawdę pomogło. Ja w ogóle nadal jeszcze nie czuję lądowania na desce w ruchu, więc każde takie ćwiczenie wywołuje we mnie panikę i nadzieję jednocześnie: bo chyba kiedyś w końcu to poczuję?
- zjeżdżanie z krawężnika: wczoraj nie udało się ani razu, dzisiaj po kilku missclickach wychodziło już w każdej próbie. Stawiam na body variale jako czynnik przeważający.
- przejazd łukiem przez bank: w czwartek nie mogłam sobie poradzić również i z tym (wydawałoby się) prostym manewrem, ale upór robi swoje
- za chuja pana nie mogłam dzisiaj zrobić fakie shove it i krew mnie zalewa i jest mi smutno i źle i DLACZEGO?!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz