Piątkowa wizyta w skateparku okazała się być jedną z najlepszych deskowych sesji w ogóle. Dużo znajomych (czytaj: oswojonych) twarzy - ale bez męczącego natężenia - kilka miłych interakcji, sporo dropów (w tym kilka wykrętek), rozwojowy manual, jakieś tam fakie shuvity, a na deser odważyłam się nawet na acid drop z manual pada. Na tym niższym się udał, na tym wyższym niestety zabrakło odwagi do wylądowania, ale i tak za sukces uznaję samo przełamanie się!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz