Stało się: w końcu zrobiłam swój pierwszy fakie shove it w ruchu. Kilka razy! Oczywiście za sukcesem - poprzedzonym zmuszaniem mnie do testów na sucho przy barierce i to pomimo moich wyraźnych oporów - stoi Konrad. Aż mnie to trochę zaczyna złościć, że sama z siebie nie umiem tak po prostu czegoś zrobić i to zrobić skutecznie.
Tak czy owak, dziś udało mi się również przypieczętować shove it także w moim zwyczajowym kierunku jazdy, a na zakończenie - zrobić w pełni samodzielnie dropa z najwyższej części skateparku (bez konradowego stania na dole na "w razie czego"). I pomyśleć, że raptem dwa miesiące temu jeszcze by mi do głowy nie przyszło, że będę mieć swoją deskorolkę, chodzić do skateparku, chcieć robić na niej tricki i mieć zajawkę milion!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz