Odczarowałam wykrętkę na rampie! Prób było sporo, z tego spora część bez przekonania, ale ostatecznie udało mi się ten manewr wykonać dwa razy. Sukces cieszy podwójnie, bo poza znalezieniem właściwego układu ciała przełamałam się psychicznie - a już powoli zaczynałam nabierać przekonania, że zablokowałam się byłam na dłużej (czyli co najmniej do czasu zniknięcia siniaków).
Dodatkowo po raz pierwszy zjechałam z najwyższej przeszkody vis a vis rampy, a to również kosztowało mnie niemałą szarpaninę wewnętrzną. Wszelkie strome powierzchnie wywołują u mnie naturalny niepokój, ale między innymi po to właśnie zaczęłam jeździć na desce, żeby się z tym lękiem zmierzyć, więc tak, dziś jestem bogiem! A stan ten w dużej mierze zawdzięczam niezmordowanemu Konradowi, który naprawdę wspaniale uczy. Skorzystanie z jego usług - oprócz zakupienia deski, ma się rozumieć - było zdecydowanie najlepszą decyzją, jaką podjęłam w ciągu ostatniego miesiąca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz